Ten blog powstał z potrzeby swobodnego wypowiedzenia sie na tematy polityczne, albowiem od dzieciństwa odczuwam skutki wydarzeń politycznych, sam jakiś czas zajmowałem sie czynnie polityką i nie mogę się od niej uwolnić. Można powiedzieć, że jestem nią zarażony. Życie polityczne w kraju i na świecie obserwuję z tzw. prowincji, tj. średniej wielkości miasta położonego na wschodnich krańcach RP, ale miasta, które ma procentowo największą liczbę swoich przedstawicieli w Parlamencie. To o czymś mówi, a także to, że jeden z nich jest moim uczniem. A poza tym, każdemu z nich osobiście ściskałem rękę. Niektórych uważam za swoich przyjaciół. Mam więc powody, by publicznie wypowiadać sie na tematy polityczne. Po co? Bo mam taką nadzieję, że mój głos, moja opinia o tym, co się dzieje aktualnie i co nas wszystkich dotyczy, moja propozycja rozwiązania jakiegoś problemu - mogą być przypadkowo dostrzeżone przez "Wielkich" naszego świata politycznego i - mam taką nadzieję - wpłynąć na "bieg lawiny".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2018


"O tym-że dumać...(na tym polskim bruku)"


Krystyna-Laura sprowokowała mnie do napisania tego tekstu.

    Zadumałem sie nad tematem z zakresu antropologii, wykorzystujac ostatnie dni tego roku. Przez ten okres Świąt Bożego Narodzenia uciekłem od wielkiej polityki, właczając telewizor bardzo rzadko, raczej na jakiś ciekawy film , choć takich było bardzo mało. Mogę, parafrazując znany tekst Mickiewicza, powiedzieć:"Drzwi do Europy zamknąłem hałasu", ale  zawsze to i owo z ważniejszych wydarzeń w ucho i oko wleciało.
    Już za drzwiami stoi Nowy Rok. Jedni składają życzenia, inni bawią się w prognostyków. Ja nie prognozuję, ale z niepokojem patrzę w przyszłość. Ten niepokój już wyraziłem onegdaj na tym blogu. Czekam więc z niepokojem , ale też z ciekawością i nadzieją, że nie musi wcale ten 2009 rok być gorszym od mijającego. I tego życzę przede wszystkim moim Przyjaciółkom i Przyjaciołom oraz tym nieznajomym, którzy ten blog odwiedzą - aby z Nowym Rokiem napełniła Was nadzieja, że Człowiek Człowiekowi  nie będzie wilkiem i że wszyscy będziemy mogli cieszyć się swoimi osiągnięciami w tym, co dobre  dla nas i dla  naszych bliskich.
Tomasz Petry

W świateczny wieczór

Mija drugi dzień Świąt
   Właściwie ten wpis nie powinien istnieć na  blogu mającym polityczny charakter, albowiem Święta Bożego Narodzenia wyciszają nawet najbardziej zapiekłych politycznie przeciwników, czyniąc ich niemalże potulnymi barankami. Wniosek z tego taki, że Święta Bożego Narodzenia powinny trwać cały rok, a wtedy nie byłoby kótni wśród naszych elit politycznych i wszelkie sprawy krajowe toczyłyby się spokojnie ku lepszej przyszłości.
  Święta były dla mnie okazją do ucieczki od wielkiej polityki. Nie miałem czasu na oglądanie i słuchanie Wiadomości, Wydarzeń, Faktów, Panoramy; prasa "zatrzymała się" na wieściach przedświątecznych, zatem mogłem między jednym a drugim posiłkiem, między jedną a druga wizytą poczytać wpisy i komentarze  w blogach, zaś późnym wieczorem poświęcić się pisaniu wspomnień związanych ze stanem wojennym i internowaniem, które dodatkowo umieszczam w blogu "Przedspiew".
  Jednakże i w tym okresie wyciszenia oraz złagodnienia obyczajów znalazły się jakieś kanalie, które ten świąteczny nastrój starały się spaskudzić. Pod ostanim wpisem zamieszczono dwa komentarze o treści nieprzystajacej do tematu , raczej  dość frywolnej, a podpisanej nickiem przynależnym blogowi Janusza Palikota. Że można tak podszywać się pod czyjś nick czy blog bez wiedzy właściciela, to już wszyscy wiemy. Taka dywersję uprawiano na wideoblogu Lecha Wałęsy i niektórzy obrońcy Lecha , w tym, piszący te słowa, padli padli jej ofiarą. Ponadto ten sam drań (  lub inny) umieścił pod sprośnym komentarzem swój nick i nazwę blogu pornograficznego.
  Ponieważ niemal jednocześnie podobne "fałszywki " pojawiły się na wideoblogu Lecha Wałęsy i dotyczyły jego sympatyków, m.in. Krystyny-Laury i mnie (dziękuję moderatorowi tegoż blogu za to, że wykasował te głupie komentarze), pomyślałem sobie, że propisowskie towarzystwo wyczerpało już swoje argumenty i ucieka się do tak podłych działań. Poza tym, miałem "Stachowi" i innym  pisowskim "komentatorom" tamtego blogu pogratulować doborowego towarzystwa : zboczeńców seksualnych , erotomanów lubujących się w pornografii.

Stan wojenny(cd)


Dalszy ciąg relacji -  Tak zwana wolność        Po powrocie z obozu podjąłem pracę jako nauczyciel j. polskiego w macierzystej szkole, ale na czystym etacie (przez cały okres stanu wojennego), z nieoficjalnym zakazem prowadzenia wychowawstwa klasy, co skutkowało tym, że nie miałem możliwości otrzymania choćby jednej płatnej godziny nadliczbowej (lekcja wychowawcza) i dodatku za wychowawstwo. Musiałem w związku z tym dorabiać w innych szkołach w ramach zastępstw za urlopowanych nauczycieli oraz w internacie.
        Byłem też zagrożony zwolnieniem z pracy ( w tej sprawie trzy razy przyjeżdżali do szkoły wizytatorzy Kuratorium Oświaty, a raz osobiście wezwany zostałem do władz kuratoryjnych na rozmowę). Poddany zostałem inwigilacji wewnątrz szkoły i poza nią. Do szkoły przychodzili funkcjonariusze SB na rozmowy z dyrekcją na mój temat (dyrektor informował mnie o każdej takiej wizycie), czasem wzywali mnie do dyrekcji na przesłuchanie, wywołując z lekcji. Raz wyprowadzili mnie ze szkoły podczas przerwy śródlekcyjnej, przy młodzieży będącej na korytarzu. Innym razem, gdy zapowiedziałem, że nie będę do nich schodził, przyjechali po mnie w południe do domu. Byłem wyprowadzany w obecności sąsiadów przez trzech funkcjonariuszy SB.
        Kilkakrotnie wzywano mnie pisemnie na przesłuchania do siedziby SB w KM MO na ul. Czarnieckiego. Także podczas mojego wypoczynku przy łowieniu ryb zdarzało się, że przychodzili współpracownicy SB i - pod pozorem niewinnej, przypadkowej rozmowy - usiłowali wydobyć ode mnie informacje, ostrzec, pouczyć o „prawidłowym zachowaniu".
       Mieszkanie moje było pod obserwacją agentów SB, telefon na podsłuchu.  
       Usiłowano wykorzystać moją pracę jako polonisty do celów operacyjnych SB. Kazano - drogą pośrednią, przez dyrektorów szkół - zrobić kartkówki we wszystkich klasach i oddać je funkcjonariuszom SB). Gdy odmówiłem oddania tych kartkówek (uczyłem wówczas w swojej i w sąsiedniej szkole), zostałem wezwany na rozmowę do siedziby SB w Przemyślu, gdzie mnie straszono zwolnieniem z pracy. Kartkówek jednak im nie oddałem.
        Kilkakrotnie, w okresie rocznic solidarnościowych i patriotycznych, w ramach działań prewencyjnych zatrzymywano na 24 lub 48 godzin aktywistów b. „Solidarności", w tym niektórych internowanych. Przed takimi zatrzymywaniami byłem ostrzegany, więc nocowałem poza domem, u krewnych i znajomych. Fakt, że mogłem być zatrzymany, gdybym nocował w domu, potwierdzały tzw. głuche telefony.
        Sytuacja zmieniła się dopiero po tzw. „amnestii kiszczakowskiej" i zawieszeniu stanu wojennego. Choć zaprzestano wzywania na przesłuchania i wizyt w szkole, nadal byłem obiektem zainteresowania funkcjonariuszy SB, z tym, że robili to już  bardziej dyskretnie.

13 grudnia 1981 r. - stan wojenny

                        Stan wojenny , internowanie, życie pod nadzorem.

       Internowany zostałem w nocy z 15 na16 grudnia 1981 r., po najściu mieszkania przez sześciu funkcjonariuszy SB, co wiązało się z ogromnym stresem u mnie i mojej rodziny. Przewieziony zostałem do aresztu KW MO w Przemyślu. Przed osadzeniem w areszcie zostałem, w sposób poniżający moją godność osobistą, przesłuchany przez mundurowego kpt. Dembskiego (rewizja osobista, zabranie paska od spodni, sznurowadeł, agresja słowna).
      W celi aresztu przebywałem dwie noce w towarzystwie dwóch internowanych. Było zimno, ciemno, spaliśmy na twardym podeście, panował smród dochodzący ze stojącego na środku celi otwartego kubła  z fekaliami. Karmieni byliśmy czarną kawą  lub gorzką herbatą, chlebem z szarą margaryną a na obiad jakąś lurą i kaszą (pęcakiem).
      Przed odtransportowaniem do Zakładu Karnego w Uhercach zostałem brutalnie potraktowany przez kpt. Dembskiego za odmowę pisemnego potwierdzenia otrzymania „Nakazu zatrzymania i doprowadzenia". Oficer  skuł mnie kajdankami i kazał wyprowadzić do samochodu.
      W czasie transportu gazikiem milicyjnym byliśmy skuci i niebezpiecznie się zrobiło, gdy na bieszczadzkich serpentynach gazik wpadł w poślizg. W wyniku gwałtownych ruchów kajdanki tak zacisnęły się nam, że do końca podróży odczuwaliśmy silny ból w nadgarstkach.
      W Uhercach zostaliśmy umieszczeni w kilkunastoosobowej celi na parterze, wypełnionej kilkoma rzędami piętrowych łóżek. Okna były nieszczelne, z ubytkami w szybach, zatkanymi tekturą. Wszystkimi  szczelinami nawiewało nam śniegu na łóżka stojące przy oknach , robiąc małe zaspy. W rogu celi, obok umywalki z wiecznie zimną wodą, za niskim murkiem znajdowała się muszla klozetowa. Jedyną  barierą  gwarantującą minimalny stopień intymności przy załatwianiu potrzeb fizjologicznych był ten , półtorametrowej wysokości murek.
     W obozie obowiązywał nas regulamin więzienny i poddani byliśmy wszystkim rygorom z niego wynikającym. Musieliśmy o godzinie 21.00, po sprawdzeniu obecności przez funkcjonariusza służby więziennej, rozbierać się , układać odzież w kostkę na taboretach i wynosić na korytarz, po czym gaszono światło (kontakty były na zewnątrz celi) i od 22.00 obowiązywała nas cisza nocna. Noce mieliśmy często nieprzespane -  nie tylko z zimna, ale też z powodu silnego stresu spowodowanego tą sytuacją i tęsknotą do rodzin. Niektórych nachodziły nawet samobójcze myśli.
     O świcie budził nas funkcjonariusz głośnym okrzykiem. Należało potem stać obok łóżek w czasie przeliczania, następnie wnieść z korytarza taborety z odzieżą, odczekać swoja kolejkę do umywalki z lodowatą wodą i do WC w jednym miejscu, ubrać się czekać na śniadanie, które zazwyczaj składało się z chleba, szarej margaryny lub smalcu i czarnej kawy albo mało słodzonej herbaty. Potem było wyjście - kolejno ,celami  - na spacerownik.
     Spacer trwał pół godziny, ale mieliśmy zakaz prowadzenia rozmów między sobą i z kolegami z cel, pod których oknami przechodziliśmy. Po spacerze był czas wolny do obiadu, w zamkniętych celach, spędzany na rozmowach albo na wizycie u więziennego felczera, po uprzednim zapisaniu się. W tym też czasie, raz w tygodniu przychodził sierżant z tzw. „wypiską" (można było przez niego dokonać zakupu niezbędnych produktów, jak papierosy, herbata, przybory piśmiennicze).
     Obiad, często nie do przełknięcia, tak jak śniadania i kolacje, roznosili więźniowie. Po obiedzie do kolacji znowu był czas wolny, w czasie którego zdani byliśmy na propagandę stanu wojennego płynącą z nie dającego się wyłączyć głośnika „kołchoźnika". Szkalowano nasz związek, a my byliśmy określani jako „ekstrema". To, a także nieustanne przypominanie regulaminu więziennego, fatalnie wpływało na naszą psychikę.
     Bardzo boleśnie przeżyliśmy wigilijny wieczór Bożego Narodzenia, z dala od rodzin, pozbawieni ostatecznie nadziei na szybkie zwolnienie.
     Widzenia z najbliższymi odbywały się w specjalnej świetlicy pod nadzorem strażników. Poprzedzała je rewizja osobista, powtarzana również po pożegnaniu z rodziną. Przywiezione paczki były otwierane i sprawdzano ich zawartość, a listy cenzurowane. Niektóre przesyłki nie były dostarczane. Dotknęło to także mnie, gdy funkcjonariusz zatrzymał fotografię moich dzieci, którą przywiozła żona. Za jakikolwiek akt niesubordynacji ograniczano „widzenia" lub korespondencję.
     Poddawani byliśmy przesłuchaniom przez funkcjonariuszy SB i kontrwywiadu, podczas których wobec niektórych kolegów stosowano różne groźby co do ich dalszych losów, a także dezinformacje dotyczące zachowania się współmałżonki (że źle się prowadzi itp.) Chodziło wyraźnie o złamanie psychiczne internowanego. Przyjechała też ekipa, która pobrała od każdego z nas odciski palców i zrobiła klasyczne trzy fotografie (obydwa profile i od przodu). Potraktowano nas jak pospolitych    przestępców i czuliśmy się tym mocno upokorzeni.
      Na naszą psychikę fatalnie wpływała monotonia życia więziennego, ścieranie się różnych charakterów wśród internowanych pochodzących z różnych środowisk i - jak już wspomniałem - nieustanna tęsknota za rodziną. Odbijało się to, plus zimno i nieprzespane noce, na naszym zdrowiu. Niektórzy koledzy z ciężkimi niedomaganiami sercowymi i wrzodowymi zawiezieni zostali do szpitala. Mnie objawiła się dolegliwość trwająca do dziś, polegająca na nieustannym dzwonieniu w uszach. Jedynym lekarstwem aplikowanym przez więziennego felczera były tabletki ASPROCOLU.
      Pierwszy bunt, jaki zorganizowaliśmy, polegający na zabarykadowaniu klatki schodowej i biciu w talerze wywołany został pogłoską, że mamy być przewiezieni do Kokotek - nowego miejsca odosobnienia gdzieś w Polsce, o którym swego czasu informowały telewizja i radio. Bunt został zażegnany po zapewnieniu ze strony Komendanta, że zostajemy w Uhercach.
      Drugi bunt, w kwietniu1982 r., zorganizowany został w ramach solidarności z kolegami ze Śląska. Jego przyczyny, przebieg i skutki - całą dramaturgię tamtych wydarzeń - opisałem „na żywo" w tekście, wydrukowanym przez „Gazetę Jarosławską".
       Po dwutygodniowym pobycie w kolejnym obozie (w Nowym Łupkowie) zostałem 30.04.1982 r. zwolniony do domu.
                                                                          *
       / Tekst ten jest skrótem wspomnień, które bedą cyklicznie umieszczane w blogu "Przedspiew"/

Noblista


Trwają obchody 25 rocznicy przyznania Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla.
      Udział wybitnych zagranicznych gości   z "najwyższej półki", młodzieży z różnych krajów całego świata, która przyjechała specjalnym pociągiem, to dowód na to, że wszelkie próby dezawuowania zasług  i znaczenia Wałęsy ,wymazywania go z pamięci narodu spełzły na niczym. Lech Wałęsa stał się już trwałym i żywym symbolem walki z systemem komunistycznym w Polsce i na świecie. Kiedy czytam  pełne podłości i nienawiści  wpisy na "videoblogu prezydenckim", chce mi się śmiać z bezsilności tych jego zapiekłych wrogów wobec wielkości Lecha.

Czas Apokalipsy?


Nasza cywilizacja znajduje się w stanie wielkiego kryzysu.

        Ostatnie wydarzenia w Bombaju są tylko elementem globalnej katasrofy, która ogarnia nieubłaganie coraz większą sferę ludzkiego życia. ZŁO - szeroko pojęte ZŁO , przybrane w różnorodne ideologie i dysponujące najbardziej nowoczesnym arsenałem środków oddziaływania na świadomość i życie  współczesnego człowieka - dziś zdaje się przybierać  realne oblicze bilijnej Bestii.
       Czy to, czego (dzięki współczesnym środkom komunikacji medialnej) jesteśmy naocznymi świadkami, stawia nas w sytuacji człowieka - bohatera słynnego wiersza Tetmajera "Koniec wieku XIX", czy też mamy szansę na wyzwolenie z naszego człowieczeństwa tyle DOBRA, aby w ostateczności to ZŁO pokonać i zachować ten Świat dla przyszłych pokoleń?

Pomostówki


  Wielka awantura o emerytury pomostowe,

która ma miejsce w naszym kraju, a w ub. tygodniu zaowocowała okupacją pomieszczenia PO przez związkowców "Sierpnia '80", jest przejawem postawy określonej znanym powiedzeniem : "moja chata z kraja". Może dziwnie to i niewiarygodnie zabrzmi z ust "wczesnego emeryta" i byłego działacza związkowego, ale uważam obecne wyczyny zwiazków zawodowych , których prezesi maja uposażenie miesięczne większe od ministerialnego, za szkodliwe dla interesów Polski jako państwa i  dla całego społeczeństwa.
    O tym, że nasz system emerytalny jest fatalny, wszyscy wiedzą , ale niektórzy działacze nie chcą o tym pamiętać. Błędy z przeszłości, (jeszcze tej "perelowskiej" i  tej  już z okresu  po transformacji ustrojowej),  zmiany na rynku pracy ( upadanie zakładów, bezrobocie), niż demograficzny  i inne czynniki spowodowały, że już teraz mamy ogromna dysproporcję miedzy ilościa uptrawnionych do korzystania z emerytury a tymi, którzy ich utrzymują  w ramach tzw." solidarności pokoleń". Co to znaczy? Znaczy to, że jeden pracujacy utrzymuje już dwóch emerytów.
    Sprawdziły się, niestety , prognozy , z jakimi spotkałem się  już w r. 1995, gdy zaczynałem  dodatkową pracę jako agent ubezpieczeniowy AMPLICO LIFE. Wówczas na szkoleniach obrazowano nam  tę sytuację za pomocą wykresu przypominającego odwróconą choinkę . Tym obrazem mieliśmy przekonywać potencjalnych klientów do dobrowolnego ubezpieczenia sie w III filarze i zapewnienia sobie lepszej emerytury, bowiem ówczesny system reprezentowany przez ZUS miał okazać się niewydolny.
    Reforma  przeprowadzona przez AWS pogrążyła, co prawda, tę partię, ale była zbawienna dla społeczeństwa, bowiem bez niej sytuacja dziś byłaby jeszcze bardziej dramatyczna , wręcz beznadziejna. Dlatego też,należy pozwolić obecnemu rządowi na zrobienie kolejnego kroku w kierunku naprawy chorego jeszcze systemu emerytalnego.A każdy, kto dziś walczy tylko o swoje dobro w myśl zasady wspomnianej wcześniej, nie rozumuje wcale kategoriami NARODU, nie myśli o jego przyszłości.

Sprywatyzowane Święto Niepodległości


Dzisiejsze obchody Święta  Niepodległości skażone zostały prywatą.

   T
o fakt, że Prezydent  RP jest gospodarzem centralnych obchodów tego najważniejszego święta narodowego. W związku z tym  miał prawo zapraszania gości krajowych i zagranicznych zgodnie z  własnym uznaniem. Nie musiał zapraszać niejakiego pana Kowalskiego z Będzina, który pełni ważną funkcję polityczną w swoim mieście i w partii . Nie musiał zapraszać tych i owych. Jednakże  miał obowiązek zaprosić tego, który w odzyskaniu  pełnej suwerenności Polski po latach komunizmu odegrał taka samą rolę jak marszałek Józef Piłsudski w odzyskaniu niepodległości po latach niewoli, czyli Lecha Wałęsę.
 Tłumaczenie głowy państwa  ,że nie zaprosił  legendarnego przywódcy Solidarności dlatego ,iż ten go wielokrotnie obraził, świadczy o małostkowości Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i traktowaniu przez niego Polski jako prywatnego domu. Gdyby Lech Kaczyński urządzał przyjęcie jako Lech Kaczyński i z jakiejś innej okazji, to miałby pełne prawo nie  zaprosić swojego osobistego wroga. Jednak jest to święto nie Lecha Kaczyńskiego, tylko państwowe , narodowe i ten, jako Prezydent całego narodu, nie może kierowac sie osobistymi  urazami, musi wznieść sie ponad nie. Dzisiaj wygląda na to, że Lech Kaczyński sprywatyzował Święto Niepodległości. Odtąd przestał być moim Prezydentem.

Kto przyszłym prezydentem?

Obejrzałem program Tomasza Lisa (to już wczoraj).
 Po
mijam gości programu, z wyjatkiem jednego, t.j. Lecha Wałęsy. W programie postawione było pytanie: Czy Lech Wałęsa powinien startować w wyborach prezydenckich?
  Bardzo szanuję Lecha Wałęsę - zarówno jako byłego przywódcę "Solidarności", jako  byłego prezydenta i obecnie jako emerytowanego polityka. Cenię sobie nadal jego trafne wypowiedzi, jego doświadczenie .Jednak nie chciałbym, by startował na ten urząd. Z tych samych przyczyn , co kiedyś. Nie dlatego, żebym uważał, iż nie nadaje się on do tej funkcji. Nie. Już przecież pokazał, że potrafi być głową państwa.  W jego wideoblogu stawałem nie raz w obronie jego poprzedniej prezydentury. Ale, kiedy Kaczyński rzucił hasło ;"Lech Wałęsa na prezydenta", wówczas mówiłem swojej żonie, że to bład, ze Wałęsa jest potrzebny Kaczyńskim do zrobienia własnej kariery, że potem "kopną "go, gdy osiagną swoje, gdyż nie bedą mogli znieść, by prosty robotnik nimi rzadził. Bałem się  (i to się potwierdziło), że w tym trudnym, przełomowym dla Polski  momencie nieuniknione są błędy, które będą świadczyły przeciw Wałęsie ze szkoda dlas jego autorytetu. I okazuje sie, że miałem racje .  Dlatego też nie chcę, by Lech Wałęsa właśnie teraz narażał na szwank swój odbudowanu już autorytet. Bo my , Polacy, jesteśmy specjalistami w niszczeniu tych, których kiedyś kochaliśmy.

Antyspam


Straciłem wiele drogocennego czasuJuż drugi dzień próbuję uczestniczyc w dyskusji na videoblogu Lecha Wałęsy, jednakże nadaremnie. Chciałem pokazać się swoim  dwom adwersarzom z nieco łagodniejszej strony, a to za sprawą Laury-Krystyny, która  jakby utemperowała samczy instynkt walki u obu panów. Niestety , nie mogłem przebrnąć przez  kod antyspamowy . Nie widzę żadnego logicznego wytłumaczenia tej sytuacji. Przepisałem  z obrazka dokładnie wszystkie literki i cyferki, stosujac różne warianty i za każdym razem pojawiały się nowe.A musze moim przesympatycznym dyskutantom pokazać, że nie zrezygnowałem z obrony godności Lecha. Na razie skutecznie to robi Laura/Krystyna i chwała jej za to.

Zaproszenia

Czy popełniona została niezręczność, czy też miała miejsce polityczna złośliwość?
  Takie pytania zadawali dziś komentatorzy polityczni i dziennikarze w związku z niezaproszeniem przez MON prezydenta Kaczyńskiego na wielkie manewry wojskowe.       Tłumaczenie, że nie było sensu zapraszać, pnieważ prezydent i tak miał w tym czasie być w ONZ, samo w sobie jest już niezręcznością, a powiedziałbym ,że nawet wyrazem niegrzeczności, braku taktu politycznego  i źle świadczy o odpowiedzialnych za to pracownikach ministerstwa . Ostatecznie , nie chodzi tu o jakiegoś znajomego, tylko o  najważniejszą osobę w państwie, a w dodatku,  o zwierzchnika polskich sił zbrojnych. Wprawdzie  -jak wyjawiają politycy poprzednich ekip- nigdy oficjalnie poprzednich prezydentów nie zapraszało się do uczestniczenia w takich manewrach, ale perzedstawiano wcześniej stosowne informacje i prezydenci w tych wojskowuch "imprezach" uczestniczyli jako goście - obserwatorzy.Wypadało więc, z prezydentem uzgodnić szczegóły ,a to, czy byłby obecny, czy teżpojechałby do ONZ, pozostawić jemu samemu do wyboru.
    Pezydent Lech Wałęsa, jakkolwiek nie darzy urzędującego prezydenta Kaczyńskiego sympatią, to jednak zaprosił go na uroczystości w Zamku Królewskimi z okazji rocznicy przyznania  pokojowej Nagrody Nobla i swoich urodzin. Gest piękny z jego strony, jednak daremny, bowiem prezydent Kaczyński nie potrafił  wzbić się ponad osobiste animozje  do prezydenta Wałęsy i  odmówił przyjecia zaproszenia. Zapomniał, że w tym wypadku nie reprezentuje siebie - Lecha Kaczyńskiego, tylko najwyższy urząd w państwie.
Wszystko to rozgrywa się na oczach wielomilionowej widowni , jaką stanowią telewidzowie. Patrzy też i dziwi sie cały świat, zadając sobie pytanie: jak to możliwa jest taka nienawiść człowieka do człowieka w kraju, który wydał tylu świętych , z którego wywodzi się papieżJan Paweł II, gdzie większość obywateli szczyci się wyznawaniem wartośći chrześcijańskich?
  Ponieważ uczestniczę w dyskusji na wideoblogu Lecha Wałęsy (trudno to nazwać dyskusją, gdyż nienawiść niektórych odwiedzajacych ten blog do Lecha Wałęsy i jego zwolenników przeradza ją  w nie-merytoryczne potyczki słowne pełne inwektyw i wzajemnych złośliwości) i należę do obrońców Gospodarza , pewien polonus z Kanady "założył się" o dość wysoka sumę( w dolarach ), że Lech Wałęsa nie zaprosi mnie nawet na tę swoją uroczystość i tym samym "nie okaże mi swej wdzieczności za moje ofiarne boje za niego", czyli - w polonusa mniemaniu - za wazeliniarstwo.
Przewrotność mojego adwersarza polegała na tym, że wiedział iż Jubilat zaprasza  tylko znane i wysoko postawione osobistości,  swoich najbliższych przyjaciół i współpracowników. Ja do osobistości nie należę, jestem jednym z bardzo, bardzo licznych i dalekich przyjaciół  Jubilata, nie jestem jego współpracownikiem, a poza tym , o zaproszenie nie występowałem , bo szkoda by mi było poświęcać  drogocenny czas na jazdę przez pół Polski do Warszawy, by tylko zaspokoić swoja próżność.  Fetowałem podwójne święto Lecha Wałęsy , pijąc z rodziną dobry likierek za Jego zdrowie.
     Chętnie zaprosiłbym do skosztowania również mojego polonusa z Kanady, ale zarzeka się, że nie pije. Trudno, obejdzie sie , zresztą kanada daleko. Na pewno jednak nie zaprosiłbym jego kompana,  stasia, bowiem nie lubie bufonów i krzykaczy.

PiS żegna się z Dornem

Ludwik Dorn, jeden z głównych filarów PiS-u,
"trzeci bliźniak", dość długo skazany był na zajmowanie miejsca w przedsion
ku swojej partii.
  Zasadniczo nie powinny mnie obchodzić stosunki panujące wewnątrz partii, zwłaszcza tej, która nie cieszy sie moją sympatią,  ponieważ  jednak stały sie one sprawą publiczną za sprawą prezesa, stąd też mój głos.
  Prezes dużo mówi o moralności . Dbając o moralny wizerunek swojej partii i jej członków, stosuje zasady obowiazujące w czasach stalinowskich i faszystowskich, czyli w systemie totalitarnym (zreszta , taki charakter ma ta partia , w której panują stosunki  określane mianem bizantynizmu) :  ingerencja w prywatne, rodzinne  życie swoich członków.
  Coś tu jednak jest nie tak z tą moralnością, bowiem z jednej strony - publicznie krytykuje swego niedawnego przyjaciela za jego "niemoralną postawę", z drugiej zaś strony - stał się inicjatorem  i uczestnikiem akcji  wyłudzania nienależnych pieniędzy z kasy Sejm
u za urządzany przez siebie (dwukrotnie) bojkot posiedzenia. I oczywiście , patrząc bezczelnie w kamery telewizji , poświadczał nieprawdę,  a za nim czynili to jego " żołnierze". Czy zatem pisowcy stosuja dwie moralności?
 Kornel Makuszyński , komentując komedię G. Zapolskiej  "Moralność pani Dulskiej," powiedział, że "kołtuństwo  jest  chorobą cierpiącą na długowieczność ". I mamy tego ewidentny przykład.

Jesteśmy rozpolitykowanym narodem

Itsnieje powiedzenie: Gdzie stu Polaków, tam sto różnych zdań.Ja jednak przerobiłbym je na nowe: Gdzie stu Polaków, tam stu polityków.
Gdziekolwiek jesteśmy: w domu, w pracy, na ulicy, w pociągu - wszędzie słyszymy komentarze, opinie, krytykę ,prognozy polityczne; obalamy stare gabinety i tworzymy nowe; tych polityków wynosimy na piedestały, tamtych zaś odsądzamy od czci i wiary, stawiając ich przed Trybunałem Konstytucyjnym. A każdy z rozpolitykowanych moich rodaków jest święcie przekonany o swojej nieomylności, o pierwszeństwie i wyłącznosci swoich racji. Stąd dysputy przeradzające się w spory, a czasem w coś gorszego. Linie podziałow politycznych przebiegają przez sypialnie małżeńskie, stoliki kawiarniane, sąsiedzkie miedze,nie omijając nawet ławek w kościele. A cóż dopiero mówić o mediach i internecie? Zwłaszcza tu, w internecie, gdzie można być anonimowym dyskutantem i gdzie nie trzeba brać odpowiedzialności za słowo. Tu można dać upust swojej fantazji politycznej, można "nawtykać" mającym inne poglądy, zwymyślać rząd i jego ministrów - ba, nawet można postawić pod ścianą prezydenta i powiedzieć mu szczerze, co się o nim myśli, bez obawy, że się usłyszy: "spieprzaj dziadu!".
Ponieważ w jakimś sensie też jestem politykiem (może nie z pierwszej półki, ale takim lokalnym) i -jak pisałem - miałem swój skromny udział w tworzeniu tej nowej rzeczywistości, dlatego też korzystam z internetowych możliwości prezentowania swoich poglądów. Bywam często, prawie zawsze na blogu Lecha Wałęsy, uważając, że wobec chamstwa niektórych jego adwersarzy, nie można pozostać obojętnym i należy dać im odpór w sposób zdecydowany, choć nie zawsze delikatny. Mam bowiem szczególny sentyment do tego - ongiś trybuna , przywódcy związkowego, a dziś - męża stanu, szanowanego w całym cywilizowanym świecie, a w swoim kraju niesłusznie opluwanego i obrzucanego błotem przez dość liczną ,niestety, grupę małostkowych rodaków.
Dzisiaj "zakończyłem " dyskusję na blogu Lecha Wałęsy z niejakim "edvardo", o którym sądziłem, że jest uczciwy , bowiem ma za sobą - tak jak ja- kombatancką przeszłość. Chciałem go traktować jak równorzędnego partnera w dyskusji, który uszanuje również odmienność moich poglądów. Jak to wygladało w praktyce, zobaczcie sami, wchodząc na blog Lecha Wałęsy. Panu Edwardowi pozwoliłem mieć ostatnie słowo, bowiem wszelka z nim dalsza dyskusja stała sie bezowocna, a nie chcę, ze względu na jego przeszłość, stosować wobec niego złośliwości, jakich nie szczędziłem zaślepionym nienawiścią innym adwersarzom, politykierom.
Mówi się , że polityka to profesja, której nie da się uprawiać, nie brudząc sobie rąk. I chyba jest w tym dużo prawdy. Wyzwala ona bowiem w człowieku wiele negatywnych emocji, które z kolei znajdują ujście w często niegodnych czynach (to delikatnie powiedziane). A skoro tak, to - nawiązując do mojego stwierdzenia postawionego na wstępie - wszyscy jesteśmy nią pobrudzeni.
Tym razem nie nawiązałem do aktualnych wydarzeń politycznych mimo, że tyle ciekawych rzeczy dzieje się w świecie polityki. Dziś miałem potrzebę podzielenia się gorzką refleksją o kondycji etycznej moich rodaków. A skłonił mnie do tego "edvardo"- mój rodak zza oceanu, z którym miałem nadzieję porozmawiać "jak Polak z Polakiem".

Panie Marszałku...


Tak to jest, gdy prowadzi się dwa blogi równocześnie. Znowu wpis związany z naszą sceną polityczną wpisałem w blogu "Przedspiew"(mam nadzieję, że to ostatni raz). Dlatego swoich gości prosze o przejście na tamten blog, a pozostawienie komentarza na tym.

Rocznica

Dzisiaj obchodziliśmy , w atmosferze daleko odbiegajacej od tej z 1980 r., rocznice podpisania Porozumień Sierpniowych.
    Ponieważ omyłkowo napisałem na jej temat komentarz w swoim drugim blogu, zatem odsyłam zainteresowanych na blog: przedspiew.bloog.pl. Komentarze natomiast proszę zostawiać na tym blogu. A z okazji  "Dnia blogowicza" wszystkim życzę interesujacych wpisów.

To nie tak miało być

Życzyłem rządowi Donalda Tuska sukcesów
Nie tylko dlatego, że bardziej cenię obecnego premiera od poprzedniego, ale również z tego względu, że pragnąłbym , aby Polska wreszcie stała się normalnym państwem - może nie idealnym , o jakim wieszczą proroctwa, ale - takim zwykłym, w którym stosowane będą czyste, szlachetne reguły rywalizacji partii politycznych - ot , choćby takie jak na arenie sportowej w czasie minionej olimpiady, gdy niedawni rywale nawzajem sobie szczerze gratulowali, obejmowali sie w braterskim uscisku (nawet Gruzinka z Rosjanką podały sobie ręce), bo jest coś , co ich jednoczy :duch sportowej solidarności, mimo zacietej rywalizacji. Tak też, w tym wymarzonym państwie , rywalizujących ze sobą polityków łączyć powinien duch miłości do Ojczyzny, duch odpowiedzialności za jej dobro, troski o właściwy rozwój. Powinien on przejawiać się nie w złośliwym przeszkadzaniu tym, którzy objęli stery rządu, nie w destrukcji, ale w wspieraniu tych wszystkich poczynań, które są pożyteczne dla kraju i społeczeństwa. Tymczasem jest odwrotnie.
Donald Tusk, obejmujac urząd premiera, chyba zdawał sobie sprawę, że w obecnym układzie, z takim prezydentem nie bedzie mógł skutecznie rządzić. Chyba , jako doświadczony polityk , znał realia polskiej rzeczywistości, tego " polskiego piekiełka", ale - zaślepiony wyborczym sukcesem, bądź też, rzeczywiście wierzący w idealistyczną wizję innej Polski - złożył narodowi obietnice, przez złośliwych zwane "cudamiTuska", z których realizacją jest w tej chwili ogromny kłopot.
Pomijam fakt, że bracia Kaczyńscy dość skutecznie przeszkadzają obecnemu rządowi, wykorzystując do tego celu cały arsenał sztuczek socjotechnicznych , TVP z prezesem Urbańskim (patrz program "Misja specjalna", realizowany w sposób identyczny, jak kiedyś , w PRL-u robiło się programy przeciw opozycji demokratycznej) oraz pokaźna sforę początkujacych polityków pisowskich, którzy ,co rusz, urządzają konferencje prasowe, ostrząc sobie pazury na ekipie rządzącej. Czasem aż nadto jest widoczne, że ta kampania pisowska jest starannie "rozpisana na głosy", według pewnego scenariusza. Co gorsze, w tę kampanię włączony został prezydent , który już wcale nie ukrywa swej wrogości wobec Tuska i jego ministrów.
Błędem ze strony Donalda Tuska jest opieszałość i brak konsekwencji w działaniu, przyjęcie postawy kunktatorskiej, pozwolenie na wciągnięcie siebie i swoich ministrów w rozgrywki, których scenariusz tworzą Kaczyńscy ze swoim sztabem. Cała energia , jaka powinna być wykorzystana na poprawianie prawa państwowego , gospodarki, etc., marnowana jest na bezsensowne potyczki słowne, szpanowanie polityczne . Polityka polskich elit rządzących (byłych i obecnych) wtłoczona została w stare, znane nam już z przedrozbiorowej przeszłości, koleiny. Tymczasem kończy się sierpień , zacznie się niedługo wrzesień, a - co za tym idzie - nastąpi "powtórka z rozrywki", czyli, po kolei demonstrowac bedą przed urzędem premiera i przed Sejmem: nauczyciele, górnicy, pielegniarki, lekarze, (stoczniowcy już demonstrowali) , rolnicy, młynarze, emeryci, moherowi i niemoherowi, sportowcy, dziennikarze i inni. I będzie powtarzała się ta sytuacja dotąd, aż wreszcie któryś z kolei rząd zajmie sie poważnie i konsekwentnie refomowaniem nie tylko państwa, gospodarki, służby zdrowia, oświaty, ale również całego społeczeństwa, a polityków szczególnie, czego sobie i wszystkim z całego serca życzę

Stare po nowemu ?

Zdawałoby się , że obecnie kierująca naszym Państwem ekipa rządowa dokona niezbędnych cudów, aby wszystko uzdrowić i aby wszyscy byli zadowoleni. Jednak nic z tych rzeczy.
Po pierwsze - nas , Polaków trudno jest zadowolić. Zawsze znajdzie się grupa malkontentów, którzy będą narzekać. Jest to -jak to się teraz mówi : oczywista oczywistość, że "jeszcze się nikt nie narodził kto by każdemu dogodził".Tak  mówi przysłowie.
Ktoś dawno powiedział, że najłatwiej jest być w opozycji. Gdy jednak jest się u sterów rządu, to wszystko inaczej wygląda.Wtedy ma się poczucie odpowiedzialności za całość spraw, za losy wszystkich obywateli, za gospodarkę , za finanse itd., i wtedy patrzy się na to wszystko z zupełnie innej perspektywy. Doznałem tego odczucia, gdy przez jakiś czas dane mi było pełnić funkcje kierownicze w moim środowiasku zawodowym i społecznym.
W odróżnieniu jednak od byłych rządzących naszym Krajem, którzy są teraz w opozycji, staram się rozumieć tych , którzy zajęli moje miejsce, dlatego moja krytyka ich poczynań jest bardziej wyważona.
Tymczasem krytyka obecego rzadu ma charakter totalny i nastawiona jest na całkowita destrukcję, opartą na zasadzie: "im gorzej, tym lepiej" (dla nas - opozycji, oczywiście). Jest to wyraz cynizmu politycznego, skrajnej nieuczciwości.
Rząd trafił na bałagan , na chore prawodawstwo, chorą służbę zdrowia, etc. Od razu wszystkiego nie naprawi. Sporo czasu zapewne upłynie, zanim wszystko "wyprowadzi na prostą". Musi jednak wykazać większą determinację w tworzeniu "przyjaznego państwa", jeśli nie chce podzielic losu poprzednich rządów.

Kto im pozwolił bawić sie Polską????

To jest żenujace !
Prezydent Lech Kaczyński przesłuchuje ministra Sikorskiego za zamknietymi drzwiami i nagrywa  wszystko, traktujac go jak przestępcę. Wszystko ma być ściśle tajne, ale i tak przecieka do jednego z czołowych dzienników. I teraz wszyscy publicznie głowią się,  kto to wyjawił.
 Źle, że treść tajnej rozmowy wydostaje się na zewnątrz, ale z drugiej strony - mieliśmy okazję poznać lepiej naturę miłościwie nam panującego przezydenta . Nic dobrego dla nas, Polaków i dla niego samego z tej wiedzy nie wynika. To jest chore!
 Dowiedzieliśmy się z dzisiejszej audycji radiowej, że prawdopodobnie całe to zamieszanie jest na ręke przemierowi Tuskowi, bo liczy na skompromitowanie się min. Sikorskiego i w ten sposób wyeliminowanie go z  walki o przyszłą prezydenturę. To też jest chore!
Rozśmieszył mnie pisowski bojkot stacji TVN iTVN 24. Obraził się prezes i muszą czuć się obrażeni jego przyboczni, potem dalsi szeregowi.Takie to są obowiazki partyjne: czuć się obrażonym jak prezes. Za prezesem wszyscy sznurem. A może - tak jak u muszkieterów : wszyscy za jednego? Tylko nie jestem pewien ,że ten jeden poświeciłby się za wszystkich. To jest chore!
 I znowu z prezydentem w tle. Czytam, że szykuje sie znowu awantura o nominacje generalskie z okazji  zbliżającego się święta sierpniowego. Znowu są zakłócenia w relacjach międzyKancelarią Prezydenta, BBN a MON. To jest naprawde chore! To jest wprost żenująca dziecinada, która przynosi ogromna szkode nmam wszystkim. Panowie bawią sie w podchody , wojenki, a naród czeka . Jeszcze czeka ...

Z tarczą, czy bez tarczy?

A może ... na tarczy?Ten tytuł zasugerowała mi dyskusja, jaka toczy sie obecnie w mediach na temat decyzji premiera Donalda Tuska w sprawie tarczy antyrakietowej oraz konsekwencji tej decyzji: kto na tym wygra a kto przegra, jak w związku z tym będą wyglądały nasze relacje z głównym sojusznikiem strategicznym - USA, a jak z byłym sojusznikiem - obecną Rosją, gdy ta była jeszcze Zwiazkiem Radzieckim.
Wszyscy wiemy, że wokół tego tematu toczy się gra strategiczna między największymi inżynierami od wojny i pokoju, a my z Czechami staliśmy się nie tylko najważniejszym polem tej gry, ale też większymi niż pionki figurami. Nic więc dziwnego, że udział w niej budzi tyle emocji, a pomniejsi inżynierowie od od gierek polsko-polskich chcą również coś z tego wykrzesać dla podniesienia prestiżu swojego urzędu i partii. A zatem w ruch idą słowa-hasła typu: racja stanu, honor, godność, bezpieczeństwo narodowe,wierność sojusznicza, partnerstwo etc.I nic w tym dziwnego, i nic złego. Nie będę się wypowiadał na temat słuszności decyzji premiera Tuska, ani zabiegów prezydenta Kaczyńskiego. Oni wzięli na swoje barki odpowiedzialność za losy narodu, a ja jestem zbyt mały i na dalekiej prowincji, by mieć na to konkretny wływ. Zresztą, gdy słucham jednych i drugich graczy,gdy wypowiadają sie eksperci jednej czy drugiej opcji a media podgrzewają atmosferę wokół tarczy, to sam już nie jestem pewien, czy jeszcze pół roku temu miałem rację, popierając ideę tarczy.Denerwuje mnie jednak w tym sporze to, że opozycja antyrządowa, której organem prasowym jest obecnie "Nasz Dziennik", krytykuje decyzję premiera dla samej zasady. Oczywiście , argumenty są - jak powiedziałem - ważne, ale, gdyby premier podjął inną dezyzję, wyrażającą zgodę na instalację tarczy na warunkach proponowanych przez Amerykanów, wówczas opozycja nie zostawiłaby na nim suchej nitki. Ale, widocznie na tym polega rola opozycji.

O uwielbieniu i o nienawiści w polityce

Nienawidzić to my potrafimy najlepiejCo sie dzieje z nami , Polakami, którzy uważamy się za naród wyjątkowy,niemalże wybrany, misyjny? Szczycimy się swoją przynależnością do Kościoła ,tym, że to właśnie od nas wyszedł największy od stuleci papież - Polak. Podczas kampanii wyborczych wszystkie niemal partie polityczne i stowarzyszenia biorące w nich udział ( wyjątek stanowią partie lewicowe) czynią ukłony w kierunku hierarchii kościelnej - od dziekana wzwyż, a po wyborach dziekują za wsparcie - i to głośne i to ciche.I wiele innych jeszcze przymiotów wyróżniających nas wśród innych narodów mógłbym wymienić.
Tylko jest i inna strona tego samego medalu. Ci sami ludzie - nie tylko politycy ale też i ich wyborcy zapominają o deklarowanych wartościach, o przynależności wyznaniowej i biją w swoich przeciwników politycznych jadem nienawiści. Tu już nie obowiązuje Dekalog, nie pamięta się o ewangelicznej miłości bliźniego, o miłości nawet wroga. Tu obowiązuje starotestamentowa i koraniczna zasada "oko za oko - ząb za ząb".
Ale jest też cecha, która wyróżnia nas, Polaków szczególnie. To nienawiść do każdego, kto ma nieco inne poglądy polityczne , inne zdanie na określony temat. Co gorsze, ta postawa staje się przyczyną dramatycznych podziałów, których linie przebiegają często przez rodzinę, parafię. Ludzie nie potrafia ze soba normalnie rozmawiać, dyskutować, tylko obrzucają się inwektywami, często chamieją,czego przykłady można znaleźć na tym, krótko istniejacym blogu jak i na blogu Lecha Wałęsy - we wpisach internautów.
Kiedyś montowaliśmy lokalną koalicję polityczną wśród prawicowych ugrupowań podczas i po kampanii samorządowej.I wszystko było dogadane, nie dzieliły nas żadne wartości, ideologicznie bylismy sobie prawie bliscy, nie mielismy odchyleń lewicowo-masońsko-cyklistycznych, gdy oto zjawił sie przedstawiciel władz wojewódzkich układajacej sie z nami parti, wyjął rozpiskę pytań zalecaną przez polityków toruńskiej rozgłośni i zaczął przepytywanie od nowa każdego z przyszłych koalicjantów. Gdy wyperswadowaliśmu mu, że teraz to jest bezsasadne, rzucił dwa zasasadnicze pytania:1 - czy kochacie "Radio Maryja"?, 2 - czy słuchacie ojca dyrektora? Kiedy wyjaśniłem, że chyba zaszła pomyłka, że słuchanie lub niesłuchanie "Radia Maryja" nie może decydować o naszej współpracy, a ojca dyrektora też nie musi się kochać, żeby tworzyc koalicję, ów wysłannik wojewódzkiego zarządu partii, która niebawem została "zdradzona" przez swojego twórcę, zerwał obrady , zabraniajac negocjatorom prowadzenia z nami dalszych rozmów.
Bezkrytyczne,prowadzące do zaślepienia uwielbienie polityczne idola ,przywódcy, guru - to też wyróżniajaca nas , Polaków, cecha. Negatywna ,niestety, ale dająca o sobie znać zarówno w zyciu politycznym jak i w zwyczajnych relacjach międzyludzkich.